Od paru dni jeżdżąc do pracy zauważyłem w pobliżu siedziby firmy oznaki dobrobytu i wzrostu gospodarczego - panowie w pomarańczowych kamizelkach uwijali się przy łataniu dziur w jezdni, odmalowywaniu fasad budynków, chowaniu wystających ponad nawierzchnię ulicy szyn tramwajowych, etc. Cieszyło mnie to, gdyż lubię patrzeć na piękniejący Wrocław.
Teraz cieszy mnie to mniej, bo powody są - jakby to określić - potiomkinowskie. Otóż z okazji ćwierćwiecza Stanu Wojennego miłościwie panujący nam Lech II, Prezydent Ćwierci Polaków,
odwiedzi owe okolice, aby sypnąć hojnie tablicami i odznaczeniami.
W środę o 14.00 będę go (przepraszam - Go) widział z okna. Wczoraj na chwilę pojawiło się stadko policji i borowików. Spodziewamy się w firmie niezłych jaj
pojutrzejutro, wizyty smutnych panów w garniturach itp. Będę musiał na wszelki wypadek odwrócić swoje biurko (siedzę tyłem do okna), żeby mnie nie wsadzili za odwracanie się dűpą do Najwyższego.

Widok z mojego okna na budynek, pod którym jutro buszować będzie Lech II.