Dopiero, co dostałem życzenia niespodzianek w Nowym Roku - niespodzianka się zjawiła. Włączyłem rzadko słuchaną Arkonę, album „Wo sławu wielikim” (akurat ten, którego prawie nie znam). Jest tam piosenka „Tuman jarom” - taka ludowa ukraińsko-białoruska - zaaranżowana na bębny, głos i prawie nic innego. Ale ten głos, a dokładniej - Głos... To właśnie o nim w tytule... Coś niesamowitego. Ciary z pleców nie schodzą (tak jak i „Tuman jarom” z plejlisty). I nawet wcale mi nie przeszkadza, że ukraińszczyzna Maszy jest wyraźnie rosyjska ;-)