
Dziś, wreszcie, w końcu, finally, наконец, dzięki poświęceniu mojej przyjaciółki Anki mogę napić się białoruskiego piwa. W obliczu postępującego zboczenia (słucham
shitbritpopowego zespołu tylko dlatego, że nazywa się Belarus) jest to wydarzenie o niemałym znaczeniu, tym bardziej, że Białoruś była do dziś jedynym sąsiadem Polski, którego sztuka browarnicza wciąż pozostawała mi obca.
Onegdaj Lavon Volski przy kuflu genialnego
Švyturysa Baltasa powiedział, że białoruskie piwo nie należy do tych najlepszych. I wybaczcie, przyjaciele Białorusini, miał rację ;-)