Zadzwonił wczoraj ojciec mój mówiąc, że jest do kupienia drukarka laserowa za 300zł - w promocji bez VATu.
- Piotr [znajomy sprzedawca] mówi, że ładna, nieduża i dobrze drukuje. Jest ostatni egzemplarz. Brać?
- Brać!
Pojechałem więc dziś odebrać. Płacąc upewniam się, czy w opakowaniu jest oprogramowanie, gwarancja, etc
- Tak tak,
wszyściutko jest - potwierdził Piotr.
Jak wszyściutko to git, wziąłem spore pudło pod pachę i hajda dodom. Po drodze czytam sobie wielojęzyczne napisy na opakowaniu i co widzę?
Należy dodatkowo zakupić kabel USB
. No żeż! Ale myślę sobie, że skoro
wszyściutko
jest, to może w sklepie wcisnęli USB.
Trzymając się tej myśli jak tonący brzytwy dojechałem dodom dwoma autobusami stojąc po drodze w korkach. Otwieram pudło, patrzę - dwa kabelki! Miodzio! Przyglądam się im uważniej... Dupa, drodzy państwo, jeden z kabli to zasilający w standardzie brytyjskim, a drugi w europejskim. Блядзь!
Klnąc na czym świat stoi wziąłem rower i pojechałem do osiedlowego sklepu komputerowego. Proszę o kabelek (7zł), podaję kartę, a pan sprzedawca mówi «tylko gotówka». K@&%§A! Na rower i do bankomatu. Patrzę, a po drodze kolejny sklep komputerowy. Zachodzę, pytam o kabelek - 12 złotych! Parsknąłem śmiechem i wyszedłem.
Bankomat na szczęście mnie nie zawiódł, więc bez przeszkód wszedłem w posiadanie kabla drogą kupna. Wciąż wkurzony wróciłem dodom i zabrałem się za rozparcelowywanie drukarki. Ile ja się tych zabezpieczeń nawyciągałem i naodklejałem. Nawet nie miałem pojęcia, że tyle ich może być :-) Podłączyłem, zainstalowałem - działa! I nawet ładnie wygląda :-)