Stwierdziłem, że nie będę się dołączał do bandy malkontentów pomstujących kompletnie zatkane miasto, tylko wykorzystam okazję. Nie, nie biegałem :) Czterech kilometrów bym nie przebiegł, a co dopiero czterdziestu.
Wstałem o siódmej (w niedzielę! zbrodnia!), wskoczyłem na rower, wziąłem fotoaparat i pojechałem.
Efekta wycieczki - całkiem sporo zdjęć (różnej jakości - dopiero się uczę) i parę nakręconych z roweru (trzęsie!) filmików, które złożyły się na całkiem fajny
klip do „At'-dwa lewoj” z
„Narodnego Albomu”.
No i przede wszystkim - całkiem miło spędzony dzień.
A blachosmrodziarze niech się uwędzą :P