Fani żartują, że idealny koncert Leningradu, synteza ich muzycznych poszukiwań, powinien wyglądać tak: klubowa sala nabita do ostatniego miejsca, opary marihuany, pół publiczności na dopingu. Na scenę wchodzi pijany Sznur i woła do mikrofonu: „Chuj!”. Publiczność odpowiada w ekstazie: „Łałłłł!”. I Leningrad kończy koncert. Po co grać? To, co najważniejsze, zostało wypowiedziane.
[...]
W utworze „Dien rożdienia” bohater Sznurowa dowiaduje się z telewizji od samego prezydenta o kolejnych podwyżkach opłat za światło i śpiewa melodyjny refren: „Wsio zajebała – pizdiec na chuj bladź!” – Rosjaninowi w tym momencie uszy więdną. Dla Polaka rosyjskie wulgaryzmy brzmią jak najpiękniejsza poezja. Czujemy intuicyjnie, że wolność rosyjska najpełniej przejawia się w języku.
Artykuł o arcygenialnym "pitierskim" zespole w Przekroju
Komentarze do notki “Jego zowut Sznur”
Zostaw odpowiedź