Jak zapowiadałem - wybrałem się. Nazwa okazała się nadużyciem - punkrocka było tam niewiele, a dokładnie 25%. No to po kolei.
Pierwszy zagrał niestety
Flit. Niestety, bo przyszedłem tam głównie dla nich, więc jak dla mnie powinni grać w charakterze gwiazdy wieczoru. Nie wiem jak długo już są w trasie, ale to przede wszystkim po nich było widać jej trudy - całodobowe, kilkudniowe chlanie :) Niemniej zagrali dobrze, energicznie, nie mylili się zbytnio. Przy okazji wyszło, jak na wariackich papierach organizowana jest ta trasa - perkusista po 2-3 kawałkach zdjął mały kocioł (nie wiem jak to się fachowo nazywa, ja na gitarze gram :) i miał tylko stopę/werbel/dużykocioł + hi-hat/talerz/talerz. Ale dawał radę. Zagrali trochę kawałków, których nie znałem i chyba w najbliższym czasie nie poznam, bo do kupienia była tylko płytka
Swit takyj, który już posiadam.
Koncert wrocławskiej formacji
Siddartha olałem, bo reggae nie lubię.
Jako trzecia zagrała
Ściana. Wokalgitarzysta, basista i bębniarz wyglądali maksimum na 17 lat, ale na pewno mają więcej, bo zaczynali w 2000 roku. Saksofoniści trochę starsi. Bardzo fajny patent - w hardcore'owym zespole dwa saksofony - przejęły funkcje sekcji melodycznej i odciążyły wokalgitarzystę, który mógł spokojnie wymiatać rytm. Chociaż... niekoniecznie spokojnie - Szybki, agresywny, wywrzeszczany HC nie może być spokojny :) Po minucie występu stwierdziłem, że odżałuję te trzy dychy (!!!) i nabędę płytkę. Niestety, wersje studyjne nie mają takiego pałeru, jak koncert. Szkoda.
Na końcu
Tarpač - aktualny laureat Basoviščy. Styl dość podobny do ściany, acz na wokalu darła się dziewucha. Ja, choć z natury nie lubiący kobiet śpiewających, a tym bardziej śpiewających muzę hard/heavy, przyjąłem ich dość pozytywnie. Wokalistka rozbroiła publikę zapowiadając:
Nastupnaja pieśnia - "Heta moj son", pa-polsku toža "Heta moj son", po czym została uświadomiona, że po polsku to jednak "To mój sen".
No i tyle. Kontaktów żadnych niestety nie nawiązałem, cała nadzieja w poczcie elektronicznej :)